Drodzy
Parafianie!
„Polskość to jest wielka wartość,
którą my wszyscy nosimy w sobie, każdy z nas i wszyscy wspólnie, w
Ojczyźnie i na emigracji”.
Kard. K. Wojtyła
Był
rok 1998, podczas kolejnych duszpasterskich odwiedzin, w czasie kolędy
Opatrzność Boża zaprowadziła mnie do p. Marii Czarneckiej,
a następnie do p. Haliny Biniszewskiej. W czasie ogólnych rozmów
dotyczących spraw Misji, rodziny, przeszliśmy na temat historii, do
lat powojennych. Zainteresowało mnie bardzo życie religijne tych
Polaków, którzy z różnych przyczyn zamieszkali na terenie Duisburga i
Oberhausen. Kard. K. Wojtyła pisał: „Kiedy myślę:
Ojczyzna, szukam drogi biegnącej w każdym z nas ...”.
Jakżeż trudne są to drogi. Moje Rozmówczynie wspominały o
ciężkiej sytuacji bezpośrednio po wojnie, o ciężkiej
pracy górników, o biedzie, o tęsknocie ...ale zawsze dodawały,
że Polak szukał kościoła, by w Bogu szukać ratunku i
oparcia ... i znalazł się ksiądz, który po polsku odprawił
nabożeństwa, wyspowiadał, udzielił innych sakramentów...
Zacząłem szukać dokumentów, materiałów historycznych, by
poznać i zrozumieć nasze korzenie tu na emigracji. Nie było to
łatwe ... zrozumiałem, jak szybko odchodzi w niepamięć
życie, praca tych, dzięki którym być może jesteśmy tym
kim jesteśmy. Jeśli nie uszanujemy historii to oderwiemy się od
korzeni, zatracimy bardzo szybko własną tożsamość.
Współzałożyciel
Towarzystwa Chrystusowego i Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek
o. Ignacy Posadzy tak wspomina o Polakach z 1925 roku: liczba Polaków w Rzeszy
wynosiła wtedy blisko milion osób, z czego około 800 tys. miało
obywatelstwo niemieckie. Na terenach Nadrenii i Westfalii zamieszkiwało
99,5 tys. Polaków.
Co
roku wyruszamy do „Westfalskiej Częstochowy”, czyli do Neviges, by w swej
maryjnej pobożności Polaków oddać cześć Matce Boga. I
tu odnajdujemy ślady polskich robotników, którzy wybudowali kaplicę
na Górze Maryjnej i o tym mówimy ... A czy wiecie, że kościół
św. Piotra w Oberhausen budowali polscy robotnicy? A św. Piotra
Duisburg -Hamborn, a Herz Jesu Duisburg -Neumühl? Tak! To budowali polscy
robotnicy!
Oprócz
wznoszenia kościołów z cegły, budowali Kościół oparty
na wierze, miłości i zaufaniu Bogu i Matce Najświętszej.
Przybywali kapłani, by otoczyć opieką duszpasterską
umęczonych trudem życia Rodaków. Moje Rozmówczynie wspominają:
śp. ks. Jana Kubicę, śp. ks. Kazimierza Krawczyńskiego,
śp. ks. Józefa Zalewskiego, śp. ks. Arkadiusza Boryczko, ks. Zygmunta
Supietę, śp.ks. Jerzego Pawlęgę, ks. Józefa Kosobuckiego,
ks. Jana Urbanka, ks. Jerzego Grynię, ks.dr Grzegorza Okroya.
Kiedy
otrzymałem od mego Współbrata ks. prob. Tadeusza Kozieńskiego
(proboszcza Polskiej Misji Katolickiej w Bochum) kopię Dekretu
erygującego PMK w Bochum, Essen i Duisburg/Oberhausen z roku 1977
ucieszyłem się.
Pomyślałem,
że Jubileusz 25-lecia Polskiej Misji w Duisburgu/Oberhausen będzie
dobrą okazją, by obejrzeć się wstecz,
sięgnąć do korzeni ...i zobaczyć: jak Bóg jest blisko
człowieka! Jak jest łaskawy! Bo przecież mieliśmy
łaskę, że kapłan nas ochrzcił, wyspowiadał,
udzielił Komunii św., błogosławił związek
małżeński, naszych bliskich zaopatrzył Wiatykiem na
drogę do wieczności ..., że rozumieliśmy Słowo
Boże czytane w języku ojców naszych, lista tych dobrodziejstw jest
jeszcze długa ... Dlatego zapraszam, każdego, kto czuje, że nosi
w sobie tę wartość, o której pisał kard. K. Wojtyła,
by przyszedł wspólnie dziękować Bogu za Jego opiekę nad
nami podczas uroczystej Mszy św., którą celebrować będziemy
23 czerwca o godz. 12.15 wraz z zaproszonymi Gośćmi.
Dziękować
chcemy Matce Najświętszej, której obrazy czcimy w
kościołach Oberhausen i Duisburga (dzięki ks. proboszczowi J.
Urbankowi obraz MB Częstochowskiej zagościł w kościele
św. Piotra w Duisburgu). Dziękować
chcemy Patronowi naszej Misji św. Piotrowi, który nie bez przypadku jest
Patronem także trzech kościołów, w których sprawowane są
Msze św. w j. polskim, który jak ufamy, wciąż utwierdza nas w
wierze.
Dziękować
chcemy przedstawicielom Kościoła niemieckiego, który zatwierdził
w 1977 r. naszą Misję, który użyczył nam gościny i
pozwolił czuć się nam jak u siebie.
Dziękować
chcemy władzom Towarzystwa Chrystusowego, które zatroszczyły
się, by Misja miała duszpasterzy.
Dziękować
chcemy, tym wszystkim, którzy dają prawdziwe świadectwo o Bogu,
Kościele i Ojczyźnie.
Dziękować
chcemy tym wszystkim, którzy tworzą naszą Misję.
„Ciebie Boga wysławiamy,
Tobie Panu wieczna chwała,
Ciebie Ojca niebios bramy,
Ciebie wielbi ziemia cała.
Apostołów Tobie rzesza,
Chór Proroków, pełen chwały,
Tobie hołdy nieść pospiesza
Męczenników orszak biały.
Ciebie poprzez okrąg ziemi,
z głębi serca, ile zdoła,
Głosy ludów zgodzonymi,
wielbi święta pieśń
Kościoła...”
ks. Jerzy Wieczorek TChr.
Duisburg, 01 czerwiec 2002r
jest - biorąc pod uwagę jej
powierzchnię - najmniejszym biskupstwem w Niemczech. Obejmuje ona,
rozciągając się na powierzchni około 2.000 kilometrów
kwadratowych, najwięk-szą część Zagłębia
Rury (Północna Nadrenia - Westfalia) oraz część
południowej Westfalii (Sauerland). Diecezja nad Rurą utworzona
została 1 stycznia 1958 roku w regionie, w którym rozwijał się
wtedy przemysł węglowy oraz stalowy. Pierwszym biskupem diecezji
został Franz Hengsbach († 24 czerwiec 1991). Drugi biskup Essen, Dr Hubert
Luthe, sprawuje swój urząd od 2 lutego 1992 roku. W pracy wspomagają
go dwaj urzedujący biskupi sufragani: Franz Grave i Franz Vorrath.
Diecezja Esseńska skupia obecnie w 324 parafiach okolo 1,1 miliona katolików. Patronką biskupstwa jest Maryja, Matka Dobrej Rady. W biskupstwie nad Rurą czci się ponadto w sposób szczególny św. Altfrida, założyciela Essen, św. Ludgerusa, założyciela Werden (dzisiejszej dzielnicy Essen) oraz patronów miasta: Kosmę i Damiana.
Liebe Gemeindemitglieder!
„Polentum ist ein großer Wert, den
wir alle in uns tragen, jeder von uns und alle gemeinsam, im Vaterland und
überall in der Welt“ Kard. K. Wojtyla
Es war das Jahr 1998, während eines
der Pastoralbesuche in der Weihnachtszeit führte mich die Fügung Gottes
zunächst zur Frau Maria Czarnecka und später zu Frau Halina Biniszewski.
Während der mit ihnen geführten Gespräche über die Gemeinde, über Familienleben
und über allgemeine Themen haben wir auch über die Geschichte und insbesondere
über die Zeiten nach dem Kriege gesprochen. Es hat mich interessiert, wie das
religiöse Leben von Polen aussah, die aus verschiedenen Gründe nach Duisburg
und Oberhausen gekommen sind. Kardinal Karol Wojtyla schrieb: „Wenn ich denke:
Heimat, dann suche ich den durch jeden von uns verlaufenden Weg ...“. Wie schwer
sind diese Wege. Meine Gesprächspartnerinnen haben die schweren Zeiten direkt
nach dem Kriege beklagt, sie sprachen über die schwere Arbeit der Bergleute,
über Armut, über Heimweh ..., sie haben aber jedesmal ergänzt, dass Polen immer
die Kirche gesucht haben, um bei Gott Rettung und Unterstützung zu finden. Und
immer gab es einen Priester, der auf polnisch die Gottesdienste gefeiert hat
und die Beichte abgenommen hat ... Ich habe angefangen historische Unterlagen
zu suchen, um hier im Ruhrgebiet nach unseren Wurzeln zu forschen und sie zu
verstehen. Es war nicht einfach ... Ich habe verstanden, wie schnell das
vergehende Leben aus dem Gedächtnis verdrängt wird, Arbeit derer, durch die wir
möglicherweise diejenigen sind, die wir sind. Wenn wir der eigenen Geschichte
nicht den ihr zustehenden Platz einräumen, dann werden wir uns von unseren
Wurzeln trennen und die eigene Identität verlieren.
Der Mitbegründer von Gesellschaft
Christi für Emigrantenseelsorge und Begründer von Christus König
Missionsschwestern Pater Ignacy Posadzy erinnert sich so an die im Jahre 1925
in Deutschland lebenden Polen: die Anzahl der Polen im Reich betrug fast eine
Million, woran ca. 800.000 die deutsche Staatsangehörigkeit besaß. Auf dem
Gebiet von Rheinland und Westfalen lebten 99,5 TSD Polen.
Jedes Jahr pilgern wir zu der
„Westfälischen Tschenstochau“, also nach Neviges, um mit unserer polnischer
Marienfrömmigkeit die Gottesmutter zu ehren. Und auch hier finden wir Spuren
polnischer Arbeiter, die die Kapelle auf dem Marienberg erbaut haben und
darüber sprechen wir ... Und wißt ihr, dass die St. Peter Kirche in Oberhausen
polnische Arbeiter gebaut haben? Und die St.Peter Kirche Duisburg-Hamborn, und
die Herz-Jesu in Duisburg-Neumühl? Ja! Sie wurden auch von polnischen Arbeitern
errichtet.
Aber außer der Errichtung von
Kirchen aus Stein, bauten sie die Kirche des Glaubens, der Liebe und des
Vertrauens zu Gott und der hl. Maria. Priester kamen, um die Landsleute mit
geistigen Beistand zu umgeben. Meine Gesprächspartnerinnen erinnern sich an:
den +Pf. Jan
Kubica, +Pf. Kazimierz Krawczynski, +Pf. Jozef Zalewski, +Pf. Arkadiusz
Boryczko, Pf. Zygmunt Supieta, +Pf. Jerzy Pawlega, Pf. Jozef Kosobucki, Pf. Jan Urbanek, Pf. Jerzy Grynia, Pf. Dr.
Grzegorz Okroy.
Als ich von meinem Mitbruder Pf. Tadeusz Kozienski von
der Polnischen Katholischen Mission in Bochum die Fotokopie der
Gründungsurkunde der Polnischen Katholischen Missionen in Bochum, in Essen und
in Duisburg/Oberhausen von 1977 erhalten habe, habe ich mich gefreut.
Ich habe gedacht, dass das 25
jährige Jubiläum der Polnischen Mission in Duisburg/Oberhausen eine gute
Gelegenheit sein wird, um nach hinten zu schauen, zu den Wurzeln ... Und
feststellen: wie nah am Menschen ist Gott! Wie gnädig Er ist! Da wir doch die
Gnade gehabt haben, getauft zu sein, gebeichtet zu haben, die hl. Kommunion
empfangen zu haben, die Ehe gesegnet zu haben, unsere Nächsten in das Viatikum
ausgestattet zu haben auf dem Weg in die Ewigkeit ..., dass wir das in der
Sprache unserer Väter gelesene Wort Gottes verstanden haben, die Liste der
Gnaden ist lang ...
Ich lade deswegen jeden ein, der
fühlt, dass er in sich die Werte besitzt, über die Kardinal K. Wojtyla
geschrieben hat, dass er kommt, damit wir uns alle gemeinsam bei Gott für Seine
Fürsorge über uns wärend einer feierlichen hl. Messe, die wir am 23. Juni
2002 um 12.15 Uhr gemeinsam zelebrieren werden, zu bedanken.
Wir wollen uns bei der Gottesmutter
bedanken, deren Bild dank Pf. Jan Urbanek in die St. Peter Kirche in
Duisburg-Hamborn eingekehrt ist.
Wir wollen unserem Patronen
dem hl. Petrus danken, der nicht durch einen Zufall der Schutzheilige aller
drei Kirchen ist, in denen die heiligen Messen in polnischer Sprache gefeiert
werden, der wie wir vertrauen, uns immer in unserem Glauben stärkt.
Wir wollen den Vertreter der
deutschen katholischen Kirche danken, die unsere Mission im Jahre 1977
gegründet hat, die uns aufgenommen hat und uns ermöglicht, uns wie zu Hause zu
fühlen.
Wir wollen uns bei den
Entscheidungsträgern von Gesellschaft Christi bedanken, die dafür gesorgt
haben, dass in unserer Mission Priester arbeiten können.
Wir wollen allen danken, die das
wahrhaftige Zeugnis über Gott, üder die Kirche und über das Vaterland ablegen.
Wir
wollen allen danken, die dazu beitragen, dass unsere Mission fortdauert.
P. Jerzy Wieczorek SChr
tłumaczenie: p. Wiesław
Kempa
W lutym 1977 roku dekretem Ks.
Bp. Angerhausena zostaje erygowana polska parafia obejmująca swym
zasięgiem Duisburg i Oberhausen. Ze źródeł historycznych
dowiadujemy się, że opieką duszpasterską objęci byli
wierni władający językiem polskim już w okresie
międzywojennym i wcześniej.
Dlaczego więc jako wspólnota
istniejemy „dopiero” 25-lat.
SOBÓR WATYKAŃSKI II A
EMIGRACJA
( w oparciu o dokumenty
posoborowe)
Do Soboru Watykańskiego II
duszpasterstwo emigracyjne funkcjonowało jakby na uboczu istniejących
struktur duszpasterskich. Od Soboru zaczął się nowy okres opieki
duszpasterskiej o czym zadecydował zmieniony charakter emigracji i
zapoczątkowana przez tenże Sobór odnowa Kościoła.
Począwszy od lat 60-tych
migracja stała się zjawiskiem powszechnym i wielowymiarowym.
Rozwiązanie problemów jakie ona ze sobą niesie, wymaga odtąd
zaangażowania Kościoła i innych społeczności w oparciu
o nowe zasady i formy działania.
Przygotowując
się do zwołania Soboru Watykańskiego II papież Jan XXIII
głęboko zatroskany milionami emigrantów powołał Komisje,
których zadaniem było opracowanie konkretnych postulatów dotyczących
duszpasterstwa emigracyjnego. Komisje owe widząc wiele
niedociągnięć w opiece nad emigrantami wskazały dwa
kierunki.
Zdaniem jednych wnioskodawców
zasady te należało przejąć z konstytucji „Exul Familia”, a
według innych, wcześniejsze normy powinny być odnowione i
dostosowane do zmienionych warunków życia w różnych częściach
świata. To stanowisko zdobyło z czasem przewagę.
Podkreślano, że konieczne jest ustanowienie misjonarza migrantów,
nazwanego w dekrecie „dobrowolnym wygnańcem”, który będąc tego
samego pochodzenia i języka co migranci zna psychikę i
mentalność tych ludzi. Jego niezastąpiona rola ujawnia się
zwłaszcza w dziedzinie spowiadania wiernych. Swą posługą
misjonarz uzupełnia pracę miejscowych duszpasterzy. Misjonarz
powinien być odpowiednio przygotowany w seminarium, między innymi w
zakresie znajomości ustaw świeckich dotyczących migracji.
Rekrutacją i doborem misjonarzy powinny zająć się
wyspecjalizowane komisje konferencji biskupów w krajach emigracji i imigracji.
Właściwą jemu
placówką duszpasterską jest misja duszpasterska - missio cum
cura animarum.
Po sformułowaniu nowych
zasad duszpasterstwa emigracyjnego, Ordynariusz miejsca ma powierzać
misjonarzowi duszpasterstwo w diecezji. Władza misjonarza ma być
zwyczajną i powinna obejmować migrantów do drugiego stopnia linii
prostej włącznie, czyli o jedno pokolenie dłużej niż to
przewidywało prawo obowiązujące przed Soborem.
Powstałe dokumenty
wciąż modyfikowano i tak 23
września 1964 aprobowany przez papieża Pawła VI powstał
dokument „De pastorali episcoporum numere in Ecclesia” na mocy
którego biskupi mają otoczyć specjalną opieką emigrantów,
którzy z racji warunków życia są częściowo lub
całkowicie pozbawieni zwyczajnej opieki duszpasterskiej proboszczów.
Następnie wskazał na różne sposoby organizowania duszpasterstwa
emigrantów w diecezji: posługa kapłanów etnicznych, parafię
personalną specjalnego wikariusza biskupiego.
Ostateczna wersja modyfikowanego
przez komisje dokumentu została przedstawiona Ojcom Soboru i zatwierdzona
w dniu 6 października 1965 roku i przyjęta jako soborowy Dekret o
pasterskich zadaniach biskupów w kościele „Christus Dominus”.
Jednym z kluczowych punktów
Dekretu jest potwierdzenie przez Sobór Watykański II prawa migrantów do
zachowania i rozwoju własnego dziedzictwa kulturowego. Kościół
zaś, który jest powszechnym sakramentem zbawienia, czuje się obowiązany
do przekazywania wiary zgodnie z kulturą i tradycjami poszczególnego
narodu czy grupy ludzkiej. Dlatego również migranci mają prawo do
duszpasterstwa etnicznego, uwzględniającego ich własny
język, kulturę i mentalność.
Wynikiem zmian prawodawstwa posoborowego
w Kościele Katolickim, dotyczącego opieki nad emigrantami jest nowy
podział i zatwierdzenie parafii etnicznych w ramach struktur
diecezjalnych.
Opracowano na podstawie:
„Misjonarz Migrantów w prawodawstwie
powszechnym Kościoła”
Ks. Józef Bakalarz TChr
I tak na mocy tego prawa, w roku
1977 powołano do istnienia w diecezji Essen trzy nowe parafie personalne:
PMK Bochum, PMK Essen i PMK Duisburg/Oberhausen.
Mimo, iż wiele lat
wcześniej kapłani otaczali opieką duszpasterską wiernych
jednak wg prawa nasza parafia istnieje od 1977 roku.
Z HISTORII EMIGRACJI POLSKIEJ
DO NIEMIEC
Po trzecim rozbiorze
Polski w 1795 r. zachodnia i północna część kraju
znalazła się pod zaborem pruskim i została wcielona do
państwa niemieckiego. Wcześniej jeszcze pod panowanie niemieckie
dostała się część Pomorza, Ziemia Lubuska oraz
Śląsk. Zamieszkali te ziemie Polacy tworzyli w państwie
niemieckim polską mniejszość narodową, choć do końca
przez władze niemieckie nie uznawaną. Polacy nie posiadali bowiem
praw mniejszości narodowej, a traktowani byli jedynie jako miejscowa,
tubylcza ludność autochtoniczna.
Pierwsze
kolonie polskie powstawały w Niemczech w Saksonii w okolicach Drezna i
Lipska i były wynikiem polsko-saskiej unii personalnej Augusta II Mocnego i jego następcy Augusta III.
Osiedlający się tam Polacy byli twórcami polskiej diaspory w
Niemczech. W Dreźnie urodził się też znany generał z
czasów napoleońskich Jan Henryk Dąbrowski. W mieście tym
drukowano książki i periodyki w języku polskim. Później w
Lipsku powstała polska księgarnia i miasto to stało się
ważnym polskim ośrodkiem wydawniczym. Tam wydano
trzydziestotomową Bibliotekę Klasyków Polskich oraz
dziesięciotomowy Herbarz Polski. Po upadku Powstania Listopadowego a
później i Styczniowego przez Saksonię wiodła droga polskich
tułaczy na zachód, entuzjastycznie witanych i utrzymywanych, jako
szermierzy bojowników o wolność. W Dreźnie rozpoczęto
wydawanie w 1864 r. pierwszego czasopisma w języku polskim „Ojczyzna”,
jako dziennik polityczny, literacki i narodowy
Drugim
ważnym ośrodkiem polskiej diaspory w Niemczech stał się
Berlin, zwłaszcza po 1810 r., kiedy utworzono tam uniwersytet, na którym
studiowała polska młodzież pozbawiona wyższej uczelni w
kraju. W berlińskim pałacu namiestnika Wielkiego Księstwa
Poznańskiego, księcia Antoniego Radziwiłła skupiało
się po 1815 r. polskie i niemieckie życie kulturalne. Liczba Polaków
w tym mieście stale wzrastała, a po utworzeniu w 1848 r. polskiego
Koła Poselskiego w Berlinie skupiali się polscy działacze
polityczni i społeczni. Polacy studiowali też na innych niemieckich
uniwersytetach m.in. w Getyndze, Heidelbergu, Monachium, Münster. Wszędzie
w tych miastach powstawały polskie skupiska, gromadząc polską
inteligencję. W Monachium powstało centrum polskiego malarstwa, gdzie
studiowało i tworzyło wielu Polaków.
W
drugiej połowie XIX w. zaczął się zmieniać obraz
polskiej diaspory w Niemczech – powstała emigracja zarobkowa. Po
zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. szybko rozwijający się przemysł
potrzebował wielu nowych rąk do pracy. Rozwijające się nowe
zagłębia przemysłowe, zwłaszcza Zagłębie Ruhry, a
także i Śląsk stały się miejscem wędrówki wielu
Polaków najpierw z ziem wcielonych do Rzeszy niemieckiej a potem i z Królestwa
Polskiego oraz zaboru austriackiego i rosyjskiego. Ta emigracja wytworzyła
wielkie polskie skupiska polskie, zwłaszcza w Nadrenii i Westfalii, gdzie
w 1914 r. mieszkało ok. 500 tys. Polaków. Drugim wielkim skupiskiem
polskim stał się Berlin, gdzie w tym czasie mieszkało ok. 100
tys. Polaków. Dalsze 200 tys. Polaków mieszkało rozrzuconych po
całych Niemczech, poczynając od Saksonii. W całym Cesarstwie
Niemieckim w 1914 r. mieszkało ok. 4 mln Polaków, co stanowiło 6%
ogółu mieszkańców. Polacy byli dobrze zorganizowani w liczne bractwa,
stowarzyszenia i związki zawodowe.
W
drugiej połowie XIX w. rozpoczęła się też emigracja
sezonowa do Niemiec, zwłaszcza rolnicza. Polacy z ziem polskich jechali w
sezonie do robót rolnych, zwłaszcza z przeludnionej Galicji i byłych
wschodnich ziem polskich. Zarobione pieniądze oraz poznane nowe uprawy i
sposób uprawiania inwestowali potem w swoje gospodarstwa.
Wśród
osiadłych w Niemczech Polaków powstał problem polskiego
duszpasterstwa. Nie było tego problemu na byłych ziemiach polskich
wcielonych do Niemiec, tutaj była stara struktura kościelna, a
księża miejscowi prawie wszyscy mówili po polsku.
Konieczność
powiększenia opieki duszpasterskiej powstała wtedy, gdy Polacy
zaczęli osiedlać się w okręgach z przewagą
ludności protestanckiej. Brandenburgia i Pomorze Zachodnie
należały wtedy do diecezji wrocławskiej. W tamtejszym seminarium
duchownym obowiązkowa była nauka języka polskiego i studiowali
tam polscy klerycy z Górnego Śląska. Księża ci,
spotykając się później z Polakami w Rzeszy, mogli
służyć im pomocą duszpasterska w ojczystym języku.
Wielu było też księży niemieckich, którzy widzieli w
Polakach katolikach wzmocnienie potencjału katolickiego.
Największą parafią katolicką była parafia p.w.
św. Jadwigi w Berlinie. Pracowało tam wielu Ślązaków m. in.
późniejszy delegat kard. A. Bertrama na obszar plebiscytowy Górnego
Śląska, znany apostoł trzeźwości i proboszcz w Tychach
ks. Jan Kapica i późniejszy pierwszy biskup częstochowski ks. Teodor
Kubina. W innych parafiach też pracowali Ślązacy np. ks. Teofil
Bromboszcz, późniejszy biskup pomocniczy w Katowicach oraz wielu innych.
Ważną rolę w organizowaniu życia Polaków odegrały
polskie organizacje i stowarzyszenia. Pierwsze było założone w
1865 roku w Berlinie Polskie Towarzystwo pod opieką Matki Boskiej
Częstochowskiej i Św. Stanisława, posiadające charakter
polsko-katolicki. Polacy traktowani byli jako naturalni sprzymierzeńcy
Kościoła katolickiego. Życzliwi byli Polakom miejscowi niemieccy
duszpasterze ks. Eduard Muller, a zwłaszcza ks. Robert Hercog proboszcz parafii
św. Jadwigi, zarazem delegat biskupa wrocławskiego na
Brandenburgię i Pomorze.
Do 1885 roku
księża polscy przebywali w Berlinie tylko okresowo,
słuchając spowiedzi i głosząc rekolekcje czy misje. Polacy
mieszkający w Berlinie zwrócili się więc poprzez Towarzystwo
Polsko – Katolickie z prośbą do kurii wrocławskiej o polskiego
księdza. Nowy biskup wrocławski Robert Hercog, uprzedni
proboszcz kościoła św.
Jadwigi w Berlinie załatwił ją pozytywnie. W 1885 roku
powierzył Polakowi ks. Władysławowi Ennowi parafię św.
Piusa w dzielnicy Fridrichsheim. Ks. Enn po objęciu parafii
wprowadził regularne nabożeństwa z polskimi kazaniami i
śpiewem. Odprawiał w porze dogodnej dla Polaków, co sprzyjało
rozbudzeniu religijnemu. Niestety po dwu latach został odwołany, a
następni proboszczowie byli już Niemcami. Katolickie życie
polskie trwało jednak nadal w polskich organizacjach, stowarzyszeniach i
polskich nabożeństwach. W 1902 roku powołano nową
organizację, która wydatnie wsparła polskie życie religijne,
były to Polskie Komitety Parafialne.
Polskie
duszpasterstwo wśród emigrantów w Zagłębiu Ruhry prowadzili za
zgodą biskupów Paderborn i Munster polscy księża objazdowi.
Pierwszym z nich był ks. Antoni Kantecki, skierowany tam w czasie studiów
w 1872 roku przez arcybiskupa Gniezna i Poznania Mieczysława
Halkę-Ledóchowskiego. W 1885 roku do pracy w Zagłębiu Ruhry
przyjechał z diecezji chełmińskiej ks. Józef Szotowski.
Otrzymał on nominacje na wikariusza parafii św. Piotra w Bochum z
przeznaczeniem dla polskiego duszpasterstwa w całej diecezji Paderborn.
Odwiedzał on też Polaków w sąsiednich diecezjach Koln i Munster.
Pracował do 1890 roku, a jego następcą został ks.
Franciszek Liss. Ks. F. Liss dał się poznać jako gorliwy
duszpasterz i działacz społeczny. W czasie swojego czteroletniego
pobytu w latach 1890 – 1894 założył kilkadziesiąt
organizacji polskich o charakterze religijno – narodowym. Z jego inicjatywy
powstało tam pierwsze czasopismo polskie pt. „Wiarus Polski”.
Założył Towarzystwo Stypendialne im. św. Jozafata, które
wspierało materialnie ubogich studentów teologii pochodzących z
rodzin emigrantów. Z byłych stypendystów pracowali później w
Niemczech m. in. ks. S. Szymański i ks. S. Szczech. Ks. Liss został
uznany przez władze pruskie za „niebezpiecznego męża” i w 1894
roku opuścił Westfalię. Po odejściu ks. Lissa, władze
niemieckie nie zgodziły się już na sprowadzenie polskiego
księdza. Polscy księża pracujący w Westfalii i Nadrenii
przyczynili się do zakładania wielu prężnych organizacji i
stowarzyszeń działających wśród Polaków, które
później, w latach prześladowań pozwoliły zachować
polską, katolicka tożsamość.
W Bochum przy
kościele Ojców Redemptorystów powstało centrum duszpasterskie dla
Polaków istniejące od 1883 roku, z przerwą w latach 1895-1897, kiedy
opiekę nad Polakami przejęli Ojcowie Franciszkanie, a zwłaszcza o. Andreas Bolczyk
wywodzący się z Góry Św. Anny pod Opolem. Po tej przerwie
polskie duszpasterstwo powróciło do kościoła Redemtorystów.
Duszpasterstwo to, w porównaniu do niemieckiego przedstawiają tabele:
Duszpasterstwo w kościele
OO. Redemptorystów w Bochum (1899-1907)
Duszpasterstwo dla Niemców: Duszpasterstwo dla Polaków:
kazania
spowiedź
kazania spowiedź
1899 118 4.500 31 10.000
1900 134 14.000
55
25.000
1901 112 13.500 52 24.400
1902 123 13.000 49 22.710
1903 125 16.000 48 26.820
1904 131 17.300 51 28.460
1905 130 19.500 53 34.270
1906 95 21.000
49 37.000
1907 116
23.200 64 55.500
Oprócz oo.
Redemptorystów w Nadrenii i Westfalii
pomocą duszpasterską miejscowej Polonii służyli oo.
Jezuici, posiadający swoją placówkę w Bottrop. Dorywczo
pomagał w pracy polonijnej o. Andrzej Polaczyk, franciszkanin z Neviges.
W Hamburgu -
oprócz wcześniejszych okresowych przyjazdów polskich księży -
polskie duszpasterstwo emigracyjne rozpoczął w czerwcu 1893 roku ks.
Zygmunt Świder z Krakowa, który pracował jako wikariusz przy
kościele św. Ansgara. Utrzymywany był przez diecezję i
Towarzystwo św. Rafała. Po jego wyjeździe do Stanów
Zjednoczonych, duszpasterstwo polskie objął ks. Władysław
Kisielewicz, pochodzący z diecezji przemyskiej, a uprzednio pracował
wśród polonii amerykańskiej, pracował do 1909 roku, kiedy to
powrócił do kraju. Księża ci oprócz normalnych zajęć
duszpasterskich pomagali w tym portowym mieście Polakom udającym się
na emigrację do obydwu Ameryk. Pomoc ta dotyczyła załatwiania
spraw wyjazdowych, obrona przed nieuczciwymi agentami towarzystw kolonialnych,
załatwianie pracy itd. Z pomocy tej korzystali też księża
udający się do pracy polonijnej, np. o. Jonorat Jedliński
wyjeżdżający do Brazylii. Ks. Kisielewicz otworzył w Hamburgu
„Polski Dom dla Emigrantów”, który służył
wyjeżdżającym Polakom.
Biskupi
miejscowi popierali cały czas duszpasterzy niemieckich znających
język polski. Język polski wprowadzono nawet do seminariów duchownych
w Munster i Paderborn. Wskutek takiej polityki, mimo wyjazdu polskich
księży, prawie każda parafia niemiecka, w której mieszkali
Polacy posiadała księdza
mówiącego choć trochę po polsku. Według
późniejszej opinii konsulatu RP, opieka duszpasterska nad Polakami w
Westfalii i Nadrenii, choć wykazywała braki, to jednak do 1918 roku
była na ogół wystarczająca.
Po
zakończeniu I wojny światowej, powstała niepodległa Polska,
odrodzona w nowych granicach
państwowych. Dla Polaków w
państwie niemieckim, określanych teraz na 1,5 miliona, zdecydowanie
na niekorzyść zmieniła się sytuacja duszpasterstwa
polskiego.
Polska
podpisując 28 czerwca 1919 roku traktat wersalski, musiała
podpisać również traktat o mniejszościach narodowych. Na tej
podstawie mniejszość niemiecka w Polsce znalazła się pod
opieką prawa międzynarodowego, natomiast takich praw nadal nie
posiadali Polacy w Niemczech. Inaczej regulowała sprawę
mniejszości narodowych, konwencja genewska podpisana przez Rządy
Polski i Niemiec 15 maja 1922 roku. Dotyczyła ona jednak tylko Śląska
i zawarta była na 15 lat. Organami konwencji była
Górnośląska Komisja Mieszana z siedzibą w Katowicach i
Górnośląski Trybunał Rozjemczy w Bytomiu. Te ustalenia
miały wielki wpływ na organizacje polskiego duszpasterstwa w Niemczech
i niemieckiego w Polsce.
Wielkie potrzeby duszpasterstwa
polskiego potwierdzał ks. K. Rolewski, delegat prymasa kard. E. Dalbora,
który w 1921 roku odwiedzał w Nadernii i Westfalii biskupów niemieckich,
odwiedzał kolonie polskie i organizował rozbite duszpasterstwo
polskie.
Polacy
mieszkający w nowym państwie niemieckim, chcąc ratować
swoją tożsamość założyli 27 sierpnia 1922 roku w
Berlinie Związek Polaków w Niemczech, oficjalnie zatwierdzony przez
władze pruskie 3 grudnia tego samego roku. Pierwszym prezesem został
wybrany Stanisław Sierakowski, a centralną siedzibą został
Berlin. Struktura ZPwN wynikała z podziału na pięć dzielnic
regionalnych, ustalonych drogą losowania:
Dzielnica I –
Śląsk. Powstała 18 lutego 1923 roku w Bytomiu, przeniesiona
później do Opola. Prezesem został Kazimierz Malczewski z Raciborza.
Dzielnica II – Berlin,
Ziemie Połabskie. Powstała 14 stycznia 1923 roku, a prezesem
został Andrzej Zydor.
Dzielnica III –
Westfalia i Nadrenia. Powstała 24 grudnia 1922 roku z siedziba w Bochum, a
prezesem został Stanisław Kunca.
Dzielnica IV – Warmia,
Mazury, Powiśle. Powstała 1 stycznia 1923 roku w Olsztynie, a
prezesem został ks. Wacław Osiński.
Dzielnica V –
Pogranicze i Kaszuby. Powstała 10 października 1923 roku z
siedzibą w Złotowie, a prezesem został ks. Bolesław
Domański.
Wiadomości o powstaniu Związku Polaków w
Niemczech oraz jego statut zostały wydrukowane w polskiej gazecie
„Dziennik Berliński” 9 - 10 grudnia 1922 roku. W odezwie czytamy;
„Miłość wzajemna może tylko świat od zagłady wybawić.
Kochajmy się jak bracia i wspierajmy się wzajemnie. Nie traćmy
wiary w nasze siły i lepszą przyszłość dla nas”. ZPwN
prowadził szeroką działalność we wszystkich
dziedzinach dotyczących życia polskiego w Niemczech. Szczególnie wielką
rolę odegrał w zachowaniu i organizacji polskiego szkolnictwa podstawowego
i średniego z dwoma gimnazjami polskimi w Bytomiu i Kwidzynie, sporcie,
harcerstwie polskim, prasie polsko-języcznej oraz zachowaniu polskiego
duszpasterstwa. Wielkimi
orędownikami i działaczami w Związku, oprócz szeregu
działaczy świeckich, byli polscy duszpasterze. W rok po powstaniu
ZPwN, z inicjatywy zarządu S. Sierakowskiego, ks. B. Domańskiego i J.
Kaczmarka utworzono Związek Mniejszości Narodowych w Niemczech
skupiający Duńczyków, Litwinów,
Łużyczan, Polaków i Fryzów. Związek ten wydawał
miesięcznik „Kulturwehr” i bronił mniejszości narodowych w
Niemczech.
Wydarzeniem w życiu Polaków w Niemczech była
pielgrzymka do Rzymu w listopadzie 1933 roku, pod przewodnictwem ks. B.
Domańskiego. Mimo niemieckich zabiegów, Polacy zaprezentowali Ojcu
św. Piusowi XI swoją polskość i papież zwrócił
się do nich też z polskim pozdrowieniem.
W czasie II Zjazdu Polaków z Zagranicy w 1934 roku,
nastąpiło 5 sierpnia uroczyste zaślubiny Rodła z
Wisłą i wielka manifestacja polskości Rodaków z Niemiec. W marcu
1938 roku działacze związkowi potrafili zorganizować Centralny
Kongres ZPwN, transmitowany przez radio na teren Polski. 6 marca 1938 roku w
kilku kościołach Berlina odbyły się msze święte w
intencji Polaków. Następnie w Theater des Volkes,
ks. Patron B. Domański z udziałem 5.000 delegatów ze
wszystkich stron Niemiec i zagranicy otworzył uroczyście Kongres i
odśpiewano „Pieśń Rodła”. Proklamowano wtedy też
Pięć Prawd Polaków:
Prawda Pierwsza:
Jesteśmy Polakami.
Prawda druga: Wiara
Ojców naszych jest Wiarą naszych dzieci.
Prawda trzecia: Polak
Polakowi Bratem.
Prawda czwarta: Co
dzień Polak Narodowi służy.
Prawda piąta:
Polska Matka naszą – nie wolno o Matce mówić źle.
Po I wojnie światowej wielu Polaków
opuściło państwo niemieckie w wyniku opcji, a
część z nich powróciła do odbudowanego państwa
polskiego. Większa, zwarta grupa
opuszczając Niemcy, udała się do Francji gdzie znajdowali
pracę, zwłaszcza w górnictwie. Grupa ta, dobrze zorganizowana,
przenosiła na grunt francuski swoje niemieckie doświadczenia organizacyjne.
Wraz z rodakami Niemcy opuszczali ich polscy duszpasterze. Niemieckie czynniki
rządowe spodziewały się
wyjazdu wszystkich Polaków do odrodzonej ojczyzny. Dodać trzeba, że
niektórzy księża niemieccy znający język polski i
pracujący dotychczas z wielkim poświęceniem dla Polaków,
zaczęli wycofywać się z duszpasterstwa polskiego. Pozostała
grupa ok. 100.000 Polaków w Nadrenii i Westfalii domagała się kontynuowania dotychczasowego polskiego
duszpasterstwa. Było to tym bardziej uzasadnione, gdyż zdarzały
się teraz krzywdzące Polaków likwidacje polskich nabożeństw
w kościołach, do budowy których najbardziej się przyczynili.
Konsulat polski w Essen i poselstwo w Berlinie wielokrotnie informowały
polskie władze państwowe i kościelne o niewystarczającej
opiece duszpasterskiej zamieszkałych Polaków oraz o szykanach ze strony
władz niemieckich. Księża niemieccy tłumaczyli likwidowanie
polskich nabożeństw znajomością języka niemieckiego
przez Polaków oraz twierdzeniem, że: „ Polacy nie proszą o sakramenty
w języku polskim”. Tymczasem dochodziło do takich sytuacji, że
nie znający dobrze języka
niemieckiego rodzice często zmuszeni byli uczyć się
niemieckiej formuły spowiedzi od własnych dzieci. Podobnie trudna
sytuacja wytworzyła się dla Polaków w Berlinie, gdzie tworzyli
dotychczas największe skupisko katolickie w protestanckim mieście.
Dochodziło teraz do konfliktów Polaków z władzami i duszpasterzami
likwidującymi polskie nabożeństwa. Polacy wysyłali petycje
do biskupa A. Bertrama do Wrocławia, które pozostawały bez
odpowiedzi. Sprawę ograniczania polskiego duszpasterstwa w tym
mieście przekazano też kard. A. Hlondowi, kiedy w 1928 roku
przybył do Berlina. Związek Polaków w Niemczech opracował w 1929
roku „Memoriał dotyczący spraw kościelnych polskiej mniejszości
narodowej w Niemczech”, który został przesłany do nuncjusza
apostolskiego w Niemczech i do Biskupa Bertrama we Wrocławiu.
Zawierał on 90 dokumentów z lat 1923-1928 świadczących o
dyskryminacji Polaków i ograniczaniu duszpasterstwa polskiego. Wizyta kard.
Hlonda i prośby kierowane do władz kościelnych i
państwowych wymusiła pewne ustępstwa na rzecz polskiego
duszpasterstwa, choć nadal pozostała chęć likwidowania duszpasterstwa etnicznego. Kiedy w 1936 roku
zaczęły przybierać na sile ataki na wszystko co polskie, nawet
na polskie modlitewniki, ZPwN skierował kolejne Memoriały w obronie
polskich wartości: w 1937 roku do
samego Kanclerza A. Hitlera oraz w 1938 roku do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
Rzeszy.
Sprawy
duszpasterstwa polskiego były też często jednym z punktów obrad
w czasie spotkań konsulów polskich w Niemczech. Podkreślano
konieczność obecności polskiego księdza i nauczyciela.
Szczególne zaś ważne było duszpasterstwo polskich robotników
rolnych, zwłaszcza sezonowych. Uważano, że to duszpasterstwo
winno spocząć w rękach księży zakonnych i
świeckich delegowanych z Polski i zwracano się o
konieczność dotacji finansowych ze strony rządu polskiego.
Podkreślano także wielkie znaczenie dla emigrantów duszpasterstwa
objazdowego. Na spotkaniach tych podkreślano także
ważność polskiego duszpasterstwa wśród polskiej
ludności ewangelickiej, zwłaszcza na terenie Warmii i Mazur.
Ograniczanie
polskiego duszpasterstwa powodowało, że w niektórych okręgach
Niemiec Polacy nie posiadali teraz swojego, polskiego duszpasterza. W tej
sytuacji Polacy korzystali więc z posługi księży
niemieckich, który władali językiem polskim nauczonym jeszcze w
seminarium duchownym lub z wcześniejszych kontaktów z Polakami.
Ze wszystkich sprawozdań wynikało, że
najtrudniejsza była sytuacja duszpasterska w Nadrenii i Westfalii, gdzie w
diecezji kolońskiej ponad 13.000 Polaków rozrzuconych było w 31
miejscowościach, w diecezji paderbornskiej 58.000 w 67
miejscowościach, a w monastyrskiej ok. 40.000 w 57 miejscowościach.
Tutaj ciężar duszpasterstwa polskiego spoczywał na miejscowym
klerze niemieckim. Wielu z nich, jak ks. G. Mehler czy ks. T. Grentrup
było szczerze i całkowicie oddanymi duszpasterstwu polskiemu.
Uważali oni, że każdy proboszcz winien troszczyć się
jednakowo o wszystkich swoich parafian, łącznie z mniejszościami
narodowymi. Ks. niemiecki M. Groehser
zamieszczał nawet artykuły w prasie niemieckiej, biorąc w obronę duszpasterstwo etniczne w języku narodowym. Były to jednak
wyjątki, generalnie polskie duszpasterstwo w tym regionie było
niewystarczające, a przyczyną była mała liczba polskich
księży i germanizacyjna polityka kleru niemieckiego. Polskich
księży stałych pozostało trzech: ks. B. Mazurowski w Essen
par. św. Piotra, ks. S. Szczech w Bochum par. św. Anny oraz opiekun
Polaków i katecheta ks. A. Bańczyk w Wane-Eikel.
W latach po zakończeniu I wojny światowej
istniała nadal, według zapotrzebowań niemieckich majątków,
rolnicza emigracja sezonowa, głównie na Pomorze Zachodnie. W nielicznych
parafiach katolickich na tym terenie proboszczami byli Ślązacy
znający język polski. Oni dla Polaków odprawiali
nabożeństwa z kazaniami po polsku, a częstotliwość
tych nabożeństw ustalana była według zapotrzebowań.
Niektórzy księża wyjeżdżali z posługą
duszpasterska do większych majątków, np. proboszcz ze Stargardu
miał pod swoją opieką 68 majątków, ksiądz z Pyrzyc co
niedzielę jeździł do innych miejscowości. Polacy z kolei
pomagali w utrzymaniu kościoła, a w Gryficach posiadali nawet
własny budynek barakowy przy kościele Serca P. Jezusa, w którym
można było organizować polskie spotkania.
Przy negatywnym nastawieniu władz niemieckich do
polskiego duszpasterstwa ustawicznie malała liczba polskich
księży i polskich ośrodków duszpasterskich. Aby temu
zaradzić, od 1927 roku zaczęto organizować okresowe przyjazdy
polskich księży z kraju w celu wygłoszenia rekolekcji, misji i
słuchania spowiedzi świętych. Udzielali także innych
sakramentów świętych, odwiedzali chorych, brali udział w
uroczystościach religijnych i narodowych, wygłaszając referaty i
przemówienia. Była to wprawdzie pomoc doraźna, ale bardzo skuteczna –
trwała ona początków lat trzydziestych. W maju i czerwcu 1927 roku na
misje do Nadrenii i Westfalii wyjechali księża L. Kurpisz z Chodzieży
i J. Jazdończyk z Murowanej Gośliny. W lipcu przeprowadzono 14 misji,
a głosili je księża: o. J. Kulawy z Krobii, St. Lissen z
Rogoźna i S. Szymański z Obornik; w listopadzie misje prowadził
ks. L. Płotka – wszyscy z archidiecezji poznańskiej. Do tej pracy
wyjeżdżali też zakonnicy, zwłaszcza Pallotyni i
Redemptoryści.
Z chwilą dojścia do władzy niemieckich
nacjonalistów, polska opieka duszpasterska uległa dalszym ograniczeniom.
Władze hitlerowskie wstrzymywały wydawanie wiz wjazdowych dla
polskich księży. Rozpoczęły się nowe szykany, kasowanie
polskich nabożeństw, zakazywano śpiewania polskich pieśni
kościelnych i odmawiania głośno modlitw po polsku. Te wszystkie
działania podkreślały przeprowadzane wizytacje i badania stanu
opieki duszpasterskiej polskich emigrantów. Władze nazistowskie, mimo
podpisanego konkordatu, utrudniały polskie duszpasterstwo w Niemczech.
Kasowane były polskie nabożeństwa, zakazywano śpiewu
polskich pieśni, urządzania pielgrzymek, a z krzyży i kapliczek
usuwano polskie napisy. Zewnętrzne życie religijne Polaków z
konieczności ograniczało się do
działalności w polskich organizacjach i stowarzyszeniach
kościelnych.
Po II wojnie światowej znowu zmieniła się
sytuacja emigracji polskiej i polskiego duszpasterstwa w Niemczech.
Powstały nowe granice, Niemcy zostały podzielone, nastąpiło
przesiedlanie ludności. Nowe duszpasterstwo polskie organizował po
wojnie bp Józef Gawlina, mianowany ordynariuszem Polaków w Niemczech.
Powstała Polska Misja Katolicka i nowa struktura duszpasterstwa polskiego.
Po 1970 r. znowu wzmogły się wyjazdy do Niemiec, a prace w
duszpasterstwie polskim podejmowali nowi księża. Po
połączeniu państwa niemieckiego i likwidacji NRD, na całym
terytorium niemieckim w polskich skupiskach odprawia się polskie nabożeństwa,
a polscy księża służą posługa duszpasterską.
ks. dr Bernard Kołodziej TChr
Sługa Boży
Kardynał August Hlond
(5.07.1881 – 22.10.1948)
Założyciel Towarzystwa Chrystusowego dla
Polonii Zagranicznej Prymas Polski
Organizator życia Kościoła w Polsce
Opiekun polskich rzesz emigracyjnych
August Hlond urodził
się 5 lipca 1881 w Brzęczkowicach pod Mysłowicami w rodzinie
dróżnika kolejowego. W 1896 roku wstępuje do Towarzystwa
Salezjańskiego w Foglizzo (Włochy). Po ukończeniu studiów
filozoficznych na Grgorianum w Rzymie wraca do Polski. W roku 1905 otrzymuje
święcenia kapłańskie w Krakowie. W 1922 roku Pius XI
mianuje Ks. Hlonda administratorem apostolskim Górnego Śląska, a po
trzech latach pierwszym biskupem ordynariuszem nowo utworzonej diecezji
katowickiej. Dnia 24 czerwca 1926 roku otrzymuje nominację na arcybiskupa
gnieźnieńskiego i poznańskiego oraz Prymasa Polski. Rok
później został kardynałem. Na życzenie Piusa XII w 1946
roku rezygnuje z arcybiskupstwa poznańskiego
i zostaje metropolitą warszwaskim, zatrzymując stolicę
prymasowską. Po przeszło dwóch latach ofiarnej pracy umiera
niespodziewanie 22 października 1948 roku po kilkudniowej chorobie.
Z wypowiedzi kard. Józefa Glempa
– Prymasa Polski
Jednym z zagadnień, które
zajmowały kardynała Hlonda, było przemieszczanie się ludzi,
ich odchodzenie z kraju ojców i poszukiwanie innej ojczyzny, która daje chleb i
zapewnia bezpieczeństwo. Spotkał się z tym zagadnieniem od
wczesnych lat młodości. A kiedy już był odpowiedzialny za
duszpasterstwo w ojczyźnie, podejmował kroki zdecydowane, zasadnicze,
których owoce dzisiaj widzimy. Rozumiał on potrzeby ludzkiego serca.
Znał emigrację, która opuszczała Ojczyznę z przyczyn
ekonomicznych, dla chleba. Ci, którzy wybierali tę drogę, byli godni
największej troski, ponieważ człowiek za chleb może nieraz sprzedać
samego siebie. Trzeba więc było posyłać kapłanów, aby
ratować godność ludzką. Elementami kształtującymi
ludzką godność są wierność swojemu
człowieczeństwu, a więc także wierze, wierność
ojczyźnie. Kardynał Hlond dostrzegał także emigrację
polityczną. Ludzie wybierali inny kraj, gdyż zewnętrznie nie
zgadzali się z sytuacją panującą w kraju. Było to
pewnym novum w ówczesnej panoramie przyczyn emigracji, ale także powrotem
do tego co działo się w ubiegłym stuleciu. Inne było
wprawdzie podłoże opuszczenia kraju w XIX wieku, ale sytuacje
były zbliżone. Kardynał Prymas Hlond miał wizję
świata, on rozumiał posłannictwo Kościoła. Na wiele
lat przed Soborem prymas August Hlond mówi o potrzebie zmiany stylu pracy
Kościoła, o potrzebie reformy. To właśnie kard.August Hlond
w 1932 roku powołuje do życia w Kościele Towarzystwo Chrystusowe
dla Polonii Zagranicznej, którego celem jest służba na rzecz polskich
rodaków przebywających poza granicami państwa polskiego. Dziś 54
lata po śmierci wielkiego Prymasa Hlonda rozumiemy, jak bardzo
kościelne było jego działanie, jak harmonizuje ono z nauką
Soboru. Dzisiaj także następuje przemieszczanie się ludzi. Nawet
nie umiemy podać tytułu, którym można by określić
emigrację współczesną. Czy wypływa z frustracji, czy
są jeszcze jakieś inne racje wynikające z ludzkiego odczytania
rzeczywistości – jeszcze nie potrafimy tego określić. Wiadomo
tylko, że mamy przed sobą zjawisko, któremu trzeba zaradzić.
Dlatego tak jest potrzebny duch kardynała Hlonda – odwaga, wybieganie w
przyszłość, stawianie wymagań zarówno sobie, jak i tym,
którzy angażują się w dzieło, posiadanie zawsze jasnej
wizji obecności Kościoła w świecie i jego udziału w
rozwiązywaniu trudnych zagadnień nurtujących ludzkość.
Mówię o tym w miejscu, gdzie wychowują się duszpasterze
polonijni. I nie tylko polonijni. Oni obejmują swoją troską
wielu ludzi w różnych częściach świata. Chcę
wyrazić życzenia, byście w tej wierności, jaka cechuje
chrystusowców, obejmowali właśnie tę kościelną
sollicitudo wszystkie potrzeby, z którymi ludzie ufnie zwracają się
do Kościoła. Jest to zadanie trudne, bo Herod dzisiejszych czasów
jest potężny. Trzeba mieć otwarte serce, jak miał
święty Józef, by usłyszeć Boże dyspozycje: wstań
i idź! Umiejmy głos Boży usłyszeć, przyjąć i
urzeczywistnić, ufając pomocy Najświętszej Rodzicielki Syna
Bożego, któremu służymy.
MODLITWA O BEATYFIKACJĘ
Boże nasz Ojcze, dziękuję
Ci za to, że dałeś naszej Ojczyźnie Kardynała Augusta
Hlonda, biskupa i Prymasa Polski, wielkiego i żaliwego czciciela
Niepokalanej Dziewicy, Matki Twojego Syna i naszej Matki, oraz że
uczyniłeś go troskliwym ojcem i opiekunem Polonii Zagranicznej. Racz
wzbudzić i w moim sercu gorącą miłość ku Tobie i
synowską cześć ku Maryi Wspomożycielce Wiernych, a dla
wsławienia Twego Imienia racz mi udzielić za wstawiennictwem
Kardynała Augusta Hlonda łaski, o którą pokornie proszę.
Towarzystwo Chrystusowe
dla Poloni Zagranicznej służy Bogu i Polakom na całym
świecie. Zrodzone z myśli i doświadczenia osobistego kard.
Augusta Hlonda w 1932 r. przeszło przez trudny okres wojenny. Już pod
koniec wojny pierwsi chrystusowcy podjęli pracę wśród rodaków
zesłanych na przymusowe roboty. Po wojnie podjęliśmy pionierską
pracę na Pomorzu Szczecińskim, odprawiając pierwsze Msze,
nazywając ulice i służąc radą i pomocą przybyszom
na te tereny. Od końca lat 50-tych możliwe stały się
wyjazdy do Polonii Zachodu, od 1989 r. do Polaków na Wschodzie. Bracia zakonni
uczestniczą w posłannictwie Towarzystwa poprzez wierność
ślubom i różnorakie prace na rzecz misji. Klerycy – wszechstronnie
przygotowują się do przyszłej pracy. Dziś Towarzystwo
przedstawia się następująco: 390 kapłanów i 35 braci
obejmuje swoją działalnością 200 placówek na całym
świecie; w Wyższym Seminarium Duchownym TChr studiuje 53 kleryków
przygotowujących się do pracy polonijnej. W Polsce na 36 placówkach
pracuje 168 kapłanów i 33 braci zakonnych. Poszczególne prowincje
obejmują swoim duszpasterstwem Polonię w następujących
krajach:
Prowincja Angielska – W. Brytania, RPA, Islandia,
Prowincja Australijska – Australia, Nowa Zelandia,
Prowincja Francuska – Francja, Hiszpania,
Prowincja Niemiecka – Niemcy,
Holandia, Włochy,
Prowincja płn. amerykańska – USA,
Kanada,
Prowincja płd. Amerykańska – Brazylia,
Argentyna, Urugwaj,
Delegatura do spraw Wschodu – Białoruś,
Kazachstan, Ukraina, Węgry.
Ks.
Kard. August Hlond wybrał na organizatora i twórcę zgromadzenia
zakonnego dla emigrantów polskich ks. Ignacego Posadzego.
Ks.
Posadzy urodził się 17 lutego 1898 roku w Szadłowicach k.
Inowrocławia. Po ukończeniu szkoły podstawowej
rozpoczął naukę w Gimnazjum im. Jana Kasprowicza w
Inowrocławiu. W 1917 r. młody Ignacy zgłosił się do
Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Studia filozoficzne i
teologiczne odbywał w Münster i Fuldzie. Jako student zetknął
się z polskimi robotnikami sezonowymi w Niemczech, z ich problemami i
opuszczeniem duchowym. Gromadził tych ludzi, pouczał, odprawiał
dla nich nabożeństwa Słowa Bożego. Wtedy postanowił,
że kiedy zostanie kapłanem, poświęci tym ludziom czas
wakacyjny. Po wojnie wrócił do wolnej Polski. 19 lutego 1921 roku
otrzymał święcenia kapłańskie z rąk Biskupa
Kloskiego w Gnieźnie. W kolegiacie farnej rozpoczął pracę
duszpasterską. Zasłynął jako dobry kaznodzieja i gorliwy
spowiednik. Po 3 latach został prefektem seminarium męskiego, potem
żeńskiego. Od 1922 r. Ksiądz Ignacy poświęcał
czas wakacji Polakom - Emigrantom, odwiedzając ośrodki polonijne w
Europie i Azji Mniejszej, a 1929 roku w Brazylii, Argentynie i Urugwaju. O
problemach emigracji polskiej pisał reportaże do gazet,
zapoznając z problemem polskich emigrantów nasze społeczeństwo.
Na polecenie Ks. Kardynała Hlonda, Prymasa Polski, przeprowadził
inspekcję polskich placówek duszpasterskich w Brazylii, Argentynie i
Urugwaju w latach 1930-31. Z tej podróży powstała książka
“Drogą pielgrzymów”. W rok później został zaproszony przez
Księdza Prymasa do tworzenia zgromadzenia męskiego, Towarzystwa
Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, w Potulicach. Był jego
długoletnim przełożonym. W czasie II wojny światowej,
ukrywając się przed okupantem, utrzymywał
łączność z rozproszonymi członkami Towarzystwa. Po
odzyskaniu niepodległości, na polecenie Księdza Prymasa,
kierował księży Chrystusowców na Ziemie Odzyskane, aby tam organizowali
życie Kościoła. Ojciec Ignacy, wierny inspiracjom Kardynała
Hlonda, przystąpił w 1958 roku do tworzenia żeńskiego
zgromadzenia do pomocy duszpasterskiej księżom Towarzystwa
Chrystusowego, pracującym wśród Polonii. Nową wspólnotę
zakonną erygował Ksiądz Arcybiskup Antoni Baraniak, Metropolita
Poznański, dnia 21 listopada 1959 roku. Założyciel darzył
ojcowską miłością Zgromadzenie Sióstr Misjonarek od
początku jego istnienia. Po złożeniu rezygnacji z funkcji
przełożonego Towarzystwa, więcej troski i uwagi
poświęcał misjonarkom. Do końca swoich dni interesował
się młodą wspólnotą i każdą siostrą z
osobna. Dnia 17 stycznia 1984 roku w Puszczykowie Ojciec Ignacy Posadzy
zakończył swoją ziemską wędrówkę. Jego ciało
spoczęło na miłostowskim cmentarzu w Poznaniu. Dnia 17 lutego
2001 roku, w Katedrze Poznańskiej, Arcybiskup Metropolita Poznański,
rozpoczął proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Ojca Ignacego
Posadzego.
Zgromadzenie Sióstr
Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej miało swój
początek w inspiracji Kardynała Hlonda, Założyciela
Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Mówił on: “Sprawa w
tej chwili nie wydaje się aktualną, ale warto te inspiracje
poznać, by nimi w chwili Bożej pokierować”. Na innym miejscu
stwierdził: “Siostry mogą piękną rolę odegrać
jako pomoc w pracy duszpasterskiej Chrystusowców”. Inspiracje Kardynała
Hlonda zachował w swoim sercu Ksiądz Ignacy Posadzy i
uważał za obowiązek, by je zrealizować. Kiedy otrzymał
aprobatę Kapituły Towarzystwa Chrystusowego na założenie
żeńskiego zgromadzenia, zachęcony przez Księdza Arcybiskupa
Baraniaka, przystąpił do dzieła. Pod koniec roku 1958
przyjął pierwsze kandydatki i umieścił je u Sióstr
Salezjanek, gdzie uczestniczyły w kursie katechetycznym. Sam Ojciec
sprawował nad nimi duchową opiekę. Jednocześnie
kontaktował się z Przełożoną Generalną
Zgromadzenia Sióstr Felicjanek, gdyż siostry tego Zgromadzenia
pracowały wśród Polonii w USA. Zarząd Generalny Sióstr
zgodził się afiliować nowy instytut do swego Zgromadzenia w charakterze
odrębnej prowincji. W 1959 r. zgłaszały się nowe kandydatki
do przeznaczonego na ten cel domu - dworku w Morasku pod Poznaniem. W lipcu
tegoż roku Ojciec Ignacy przyjął pierwsze aspirantki do
postulatu. Ksiądz Arcybiskup Antoni Baraniak erygował nowe
Zgromadzenie dnia 21 listopada 1959 roku, erygował też dom
główny Zgromadzenia i dom nowicjatu oraz zamianował
Przełożoną Generalną. Ustawy zatwierdził 8 grudnia
tego samego roku. W rok później siostry złożyły pierwsze
śluby. W 1961 r. powstała pierwsza placówka sióstr w Szczecinie. W
najbliższym 10-leciu powstały następne dwie na Pomorzu
Zachodnim. Historycznym wydarzeniem był wyjazd 3 pierwszych misjonarek za
ocean, do Kalifornii, w lipcu 1978 roku, gdzie siostry otoczyły opieką
starszych Polaków w Domu Seniora “Szarotka”. Następne dwie siostry
wyjechały do Anglii w 1981 roku. Z biegiem lat powstawały kolejne
placówki: w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Australii, na
Białorusi, w Brazylii, we Włoszech i na Wegrzech. Obecnie 86 siostry
pracują wśród Polaków na emigracji na 31 placówkach.
Kochane dzieci!
Słowa „misje” i
„misjonarz” poznawaliśmy niedawno na katechezie. Kevin
zapamiętał nawet, że misje – to głoszenie Ewangelii
Chrystusowej ludziom, którzy nie znają Jezusa – Zbawiciela naszego.
Na misje jadą
księża, zakonnicy, siostry zakonne a także świeccy.
Uczą się języka danego kraju, do którego jadą, by
uczyć katolickiej wiary. My, tutaj w Niemczech, gromadzimy się przy
POLSKIEJ MISJI KATOLICKIEJ. Czym różni się od innych misji? – W
różnych krajach Europy, Ameryki, Afryki czy Australii Ewangelia
głoszona jest po polsku ludziom, którzy znają ten język,
kochają polską kulturę i tradycję.
W 1977 roku Ks. Biskup
Juliusz Angerhausen z diecezji Essen, specjalnym pismem ze swoim podpisem i
pieczęcią, potwierdził potrzebę Polskiej Misji Katolickiej
i nadał polskiemu księdzu prawa i obowiązki proboszcza. Nasza
misja obejmująca teren Duisburga i Oberhausen działa już
więc 25 lat. Dlatego możemy przychodzić na Msze św. po
polsku, na katechezy, śpiewać polskie pieśni i piosenki,
tworzyć różne grupy modlitewne. Nicol przyznała, że cieszy
się śpiewaniem w dziecięcej scholi „Skrzaty”.
Na uroczystej Mszy
św. 23 czerwca będziemy dziękować Bogu oraz św.
Piotrowi – Patronowi naszej Misji, za wszystkich ludzi, dzięki którym
Misja istnieje i rozwija się, a Słowo Boże dociera do wielu
polskich serc.
s. Bronisława MChr.
Historia Szymona Rybaka
Pewnego dnia Jezus
wędrował nad brzegiem jeziora Genezaret. Na brzegu znajdowały
się łodzie, sieci, kosze; cały sprzęt rybacki. W czystym
powietrzu czuło się zapach ryb. Dwaj dzielni rybacy, bracia: Szymon i
Andrzej, zarzucali, blisko brzegu, sieci. Jezus patrzył na ich pracę.
Nagle zawołał ich po imieniu: „Pójdźcie za Mną, a
uczynię was rybakami ludzi“.
Dwaj bracia porzucili sieci, wysiedli z łodzi i poszli za Jezusem.
Trochę dalej Jezus zobaczył dwóch innych braci: Jakuba i Jana. Na
łodzi, w towarzystwie ojca, naprawiali sieci. Jezus znów zawołał
ich po imieniu. Ich oczy zajaśniały, a uśmiech pojawił
się na ich ustach. Nie wahali się ani chwili: pozostawili
łódź, ojca i poszli za Jezusem, a słońce złociło
wodę jeziora. Zaczęła się ich Wielka Przygoda.
Rybak,
który nie bał się niczego
Szymon miał
typową twarz galilejskich rybaków, spaloną słońcem,
ręce zgrubiałe i prawy wygląd kogoś, kto nie boi się
niczego. Był przyzwyczajony do ryzyka i szybkich decyzji, był
mężczyzną, który silnie stał na ziemi i miał
głowę na karku.
Jezus spojrzał na
niego tak, jak tylko On umiał to robić: oczyma, które
uśmiechały się aż do dann duszy. Tych oczu Szymon nigdy nie
miał zapomnieć. Jego życie było odtąd na zawsze
związane z Jezusem z Nazaretu. „Szymonie“ - powiedział któregoś
dnia Jezus: „Ty jesteś Piotr (czyli Skała) i na tej skale
zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne nie zwyciężą
go. Tobie dam klucze Królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na
ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi,
będzie rozwiązane w niebie“.
Jezus wiedział, że ten mężczyzna jest prosty i solidny
jak skała, i powierzył mu samego siebie. Piotr ze swej strony
był gotów wszędzie iść za Jezusem. Jezus pragnął,
by było to jasne również dla ludzi.
Pewnego dnia, na brzegu
jeziora Genezaret, tłum cisnął się wokół Jezusa ze
wszystkich stron. Jezus wszedł do wody, a potem do łodzi Piotra.
Kazał odpłynąć łodzią parę metrów,
usiadł i zaczął nauczać.
Gdy skończył mówić, Jezus spojrzał na Piotra i
powiedział: „wypłyń na jezioro i zarzuć sieci“. Piotr
zareagował w sposób rzeczowy, jak zwykle. Co
mógł wiedzieć cieśla o ciężkim zawodzie rybaka?
„Trudziliśmy się przez całą noc“ - odpowiedział -
„i nic nie złowiliśmy“.
Sieci mają długość około stu metrów:
ciężko jest zarzucać je w wodę i wyciągać,
szczególnie, jeśli jest się przekonanym, że nic się nie
złowi. Jezus milczał. Po chwili Piotr powiedział: „Ale, jeśli
chcesz, zarzucę sieci“. Dla Piotra Jezus był przyjacielem i nie
chciał zrobić Mu przykrości.
Barka Piotra, Andrzeja i Jezusa wypłynęła na
głębię, na oczach wszystkich. Jezus wskazał miejsce, gdzie
mieli się zatrzymać. Gdy sieci zostały wyciągnięte, były
pełne ryb. Piotr zaczął wydawać rozkazy i wkrótce inna
łódź podpłynęła na pomoc. Łodzie powróciły
tak wypełnione rybami po brzegi, że prawie się zanurzały.
Rybacy, bardziej zdumieni,
niż zmęczeni - milczeli. Pytali siebie, skąd Jezus
wiedział, gdzie znajdowały się ławice ryb. Piotr
spoglądał w oczy Jezusa, które uśmiechały się. Gdy
wyszli na ląd, ukląkł przed Nim: „Odejdź ode mnie, Panie,
bom jest człowiek grzeszny“. Zaczynał rozumieć tajemnicę
swego wielkiego Przyjaciela: nazwał go „Panem“.
Jezus odpowiedział mu zdaniem, które miał mu powtórzyć wiele
razy: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił“.
Wędrówka
za Jezusem
Piotr porzucił
jezioro, by pójść za Jezusem. Stał się jednym z dwunastu,
którzy ciągle przebywali z Jezusem. Również pośród nich, Piotr
był pierwszy. Zawsze przewodził im, tak, jak rybakom nad brzegiem
jeziora.
Było to życie wędrowne, zawsze w drodze, z jednego
końca Palestyny na drugi. Mieli ze sobą tylko odzież i
żywność na dany dzień. A nawet i tego czasem
brakowało.Jezus dzielił wszystko z Piotrem, również podatki. Gdy
przyszli poborcy podatkowi, Jezus powiedział do Piotra: „Idź na brzeg
jeziora, zarzuć wędkę i pierwszą rybę, którą
złowisz, wyciągnij, otwórz jej pyszczek,a znajdziesz srebrną
monetę. Weź ją i zapłać za Mnie i za siebie“. Jezus
wykorzystywał każdą okazję, aby odsłonić przed
Piotrem cząstkę swej tajemnicy. Pewnej nocy, Jezus odszedł w
odludne miejsce nad brzegiem jeziora. Zaczął wiać silny wiatr.
Było ciemno, około trzeciej nad ranem. Piotr był w łodzi z
kilkoma kolegami i rozpaczliwie próbował dobić do brzegu. Ale
podmuchy wiatru były straszliwe. Być może, Jezus
słyszał ich krzyki i skierował się ku nim, idąc po
wodzie. Błyskawice oświetlały Jego powiewającą
szatę. Jeden z rybaków krzyknął z przerażeniem: „To
zjawa!“. Jezus starał się ich uspokoić: „To ja jestem, nie
bójcie się!“. Piotr dowodzący łodzią powiedział:
„Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie
po wodzie“. Jego zaufanie do Jezusa wzrastało z dnia na dzień:
wystarczyło mu jedno słowo, nawet pozornie niewiarygodne. Jezus
powiedział do niego: „Przyjdź“. Piotr wyszedł z łodzi i
zaczął iść, ale na widok silnego wiatru
zawładnął nim lęk. Ogarnęła go
wątpliwość, zaledwie przez moment, ale już natychmiast
zaczął tonąć. „Panie, ratuj mnie“ - krzyknął w
ciemnościach. Jezus wyciągnął rękę, chwycił
go silnie i powiedział z pewnym wyrzutem: „Czemu zwątpiłeś,
małej wiary?“. Trzeba było mieć wielką wiarę, by
zrozumieć Jezusa. Gdy nadszedł decydujący moment, by ją
wykazać, Piotr, dowódca łodzi, nie zawahał się.
Pewnego dnia Jezus
otwarcie zapytał się: „A wy, za kogo Mnie macie?“. Szymon Piotr
powiedział ze zwykłą otwartością: „Ty jesteś
Mesjasz, Chrystus, Syn Boga Zywego“. Jezus uśmiechnął się:
„Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jana, albowiem nie
objawiły ci tej prawdy siły ludzkie, ale mój Ojciec, który jest w
niebie“. Piotrowi wydawało się, że palcem dotyka nieba. On,
nieokrzesany rybak galilejski, stał się prawą ręką
Mesjasza, tego, którego lud oczekiwał od wieków. Teraz należało
jedynie rozpocząć dzieło: odrodzić królestwo Dawida. Ale
trudno było zrozumieć Jezusa: rozpoczął od dziwnych
słów: „Muszę iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od
starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie. Potem zostanę zabity,
a trzeciego dnia zmartwychwstanę“.
Tego Piotr nie mógł wytrzymać. Nikt nie może tknąć
Mesjasza, jego Przyjaciela. „Panie, niech Cię Bóg broni. Nie zdarzy
się to nigdy“. Jezus odwrócił się i rzekł twardo: „Zejd Mi
z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób
Boży, lecz ludzki!“. Wyrzut był bolesny i Piotr
zasłużył na niego, ale nic nie rozumiał: jak mógł
wyobrazić sobie wyrok i śmierć Mesjasza?
Jerozolima
Serce Piotra wydawało
się pękać. Zdarzyło się wszystko, co zapowiedział
Jezus. W czasie Wieczerzy Jezus pożegnał się z nimi, ale
wydawało się, że nie na długo. Noc okazała się
okropna. W Ogrodzie Oliwnym Piotr był blisko Jezusa, jak zawsze, z Jakubem
i Janem. Widział, że Nauczyciel nie śpi i że jest
pełen trwogi. Modlił się i smucił. Jak odległy
wydawał się moment, gdy oni trzej widzieli Jezusa w świetle
nadprzyrodzonym i słyszeli głos z góry: Ten jest moim Synem
umiłowanym. Jego słuchajcie! Jakże ten, tak przygnębiony
Jezus, mógł być ukochanym Synem Boga? Dlaczego noc jest taka ciemna?
Gdzie zniknęło światło nadprzyrodzone? Czy Syn Boży
może umrzeć? Potem nadeszli żołnierze, przyprowadzeni przez
Judasza, jednego z Dwunastu i aresztowali Go. Piotr próbował rozpaczliwie
obronić Jezusa, porwał miecz i uderzył sługę
najwyższego kapłana i odciął mu ucho. Ale Nauczyciel
upomniał go: „Odłóż miecz na swoje miejsce!“ i uzdrowił
zranionego żołnierza. Wówczas Piotr, jak jakiś tchórz,
uciekł. Opuścił Jezusa. Ale nie potrafił być daleko od
Niego. Chodził wokół domu najwyższego kapłana, dokąd zaprowadzono
Jezusa. Było zimno i słudzy rozpalili ognisko na podwórzu. Piotr
usiadł z innymi, by się ogrzać. Jakaś
służąca spojrzała na niego i zawołała:
„Również i ten człowiek był z Jezusem!“. Ale Piotr
zaprzeczył: „Kobieto, nie wiem nawet, kim On jest!“. Również inni go
rozpoznali i Piotr znowu zaprzeczył, pełen dławiącego strachu.
Ciągle jeszcze protestował, gdy Jezus wyszedł i spojrzał na
niego. Był straszliwie umęczony, ale Jego oczy zawsze były takie
same. Teraz oczy Jezusa odszukały oczy Piotra i spojrzały aż do
dann jego duszy. Rybak z Galilei, człowiek nazwany Skałą, zaczął
płakać. Jezus został ukrzyżowany jak zabójca i pogrzebany.
Piotr ukrył się, jak inni, za mocnymi drzwiami, mając umysł
niezdolny do zrozumienia niczego i serce niczym głaz, taki, który zamykał
grób Jezusa. Ale nadszedł trzeci dzień. Kobiety, które udały
się, aby opłakiwać ciało Jezusa, rankiem
obwieściły: „Grób jest pusty!“. Potem jak promień
słońca, którego nikt nie może zatrzymać, Jezus
powrócił pomiędzy nich: dotrzymał wszystkich obietnic. On
był rzeczywiście Zwycięzcą, Zywym, Wiecznym. Piotr nie miał
już wątpliwości. Powrócił do Galilei z Jezusem i
przyjaciółmi. Ale wiedział, że na krótko. Nadszedł moment
pożegnania, którego Piotr się obawiał i na który czekał. Z
pewnością Jezus zostawi mu rady i najważniejsze słowa.
Jakie będą? Jezus zawołał Piotra i spytał go:
„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej, aniżeli ci?“.
Piotr odpowiedział: „Tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham!“. Jezus
rzekł do niego: „Paś baranki moje“. I po raz drugi spytał go:
„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?“. I po raz trzeci powtórzył
to samo pytanie: „Miłujesz Mnie?“. Jezus chciał być pewien jego
miłości, gdyż powierzał mu swych przyjaciół, swój
Kościół. Jezus opuszczał świat widzialny. To był ważny
wieczór. Przy stole miejsce Jezusa było puste. Wszystkie oczy zwróciły
się ku Piotrowi. I Szymon usiadł na miejscu Jezusa.
Radosna
odwaga świadka
Po Zielonych
Swiątkach Piotr rzeczywiście zajął miejsce Jezusa:
głosił Ewangelię, odważnie świadczył przed
trybunałem, który skazał Jezusa, stanowił centrum i
gwarancję jedności i prawdy dla wszystkich, którzy uznawali w Jezusie
Pana, Syna Bożego. Decyzja o niesieniu Ewangelii do pogan, była jego
decyzją. Potem sam wędrował, zmierzając do Rzymu, stolicy
świata. On bowiem odpowiadał za łódź Jezusową. W
Rzymie panował okrutny cesarz Neron. Aby uwolnić się od
podejrzeń spalenia stolicy dla zabawy, cesarz, jak pisze Tacyt, kronikarz
tamtych czasów, „wymyśla winnych, których lud nazywa chrześcijanami“.
Wielu chrześcijan w Rzymie zostało później pojmanych i skazanych
na straszliwą śmierć. Tacyt wspomina w swoich kronikach: „Okryci
w skóry dzikich zwierząt, umierają rozdzierani żywcem przez psy,
lub zostają ukrzyżowani, lub spaleni, aby po zachodzie
słońca oświetlać noc, jak pochodnie“. Jednym z nich
był Piotr, Opoka, Rybak z Galilei, pierwszy Papież. Gdy doprowadzono
go przed krzyż, prosił oprawcę o łaskę: chciał,
by ukrzyżowano go głową w dół. Jako znak szacunku dla swego
ukochanego Nauczyciela. Szedł za Nim aż po ostatnie tchnienie. W tym
ostatnim momencie może znów słyszał słowa, które Jezus
powiedział do niego przed laty nad brzegiem jeziora: „Jeśli kto chce
iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia
weźmie krzyż swój. Bo kto chce zachować swe życie, straci
je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa“.
Bruno Ferrero
O
znaczeniu życia we wspólnocie
Przypadająca
w tym roku 25-ta rocznica erygowania PMK w Duisburgu powinna stać się
przyczynkiem do osobistej refleksji każdego z nas, będących
cząstką tej Wspólnoty, nad swoją drogą życia, przebytą
od chwili opuszczenia Ojczyzny. Każdy, kto zdecyduje się na
spojrzenie w przeszłość, uczyni to w pierwszym rzędzie z
punktu widzenia swojej osoby i swojej rodziny, a więc będzie to
refleksja indywidualna. To naturalne. Przecież drogi życia
każdego z nas były i są różne, bo jako jednostki
jesteśmy niepowtarzalni. Równocześnie wiemy jednak, często tylko
to czując, że istnieją niewidzialne więzi, które niczym
nici splatają nas ze sobą. Pomimo, że żyjemy w diasporze,
rozdzieleni często dużymi odległościami, czujemy silną
przynależność do tego, co nazywamy naszym, polskim kręgiem
kulturowym. Ta przynależność jest tak mocna, że decydujemy
się na to, aby żyć w sposób czasem nawet bardzo odmienny od
tego, jak żyje otaczające nas społeczeństwo. A więc
bardziej lub mniej świadomie bronimy wartości, w które
zostaliśmy wyposażeni w naszej Ojczyźnie, i co więcej i
trudniej, staramy się je przekazywać naszym dzieciom. To jest
najważniejsze zadanie, jakie odpowiedzialni rodzice, kochający
prawdziwie swoje dzieci mogą sobie sami wyznaczyć. W wykonaniu tego
zadania znajdujemy oparcie i pomoc będąc częścią
wspólnoty parafialnej, którą dla nas jest Polska Misja Katolicka w
Duisburgu.
Jeśli czujemy się duchowo z nią związani, to powinniśmy refleksję dotyczącą naszego życia w Niemczech umieścić w tej czasoprzestrzeni, którą nazwać możemy wspólnotowym trwaniem w kulturze, w języku i w religii naszych przodków. Dopiero wtedy nasza refleksja będzie pełna, dopiero wtedy będziemy mogli dokonać swego rodzaju rachunku sumienia. Ów powinien polegać przede wszystkim na osobistym znalezieniu odpowiedzi na dwa pytania. Po pierwsze: Czy zdaję sobie sprawę z tego jakie znaczenie odgrywa ta Wspólnota w moim życiu i w jakim stopniu do niej przynależę? Po wtóre: Czy będąc jej członkiem staram się ją jak najbardziej umacniać, czy przyczyniam się do jej wzrastania? Przynależąc od początku mojego pobytu w Niemczech do wspólnoty polskiej w Duisburgu obserwuję to, jak ona się zmienia, jak dojrzewa, jak wzrasta w wierze, jak się umacnia, jak trwa. Można z całą świadomością stwierdzić, że była ona i jest czymś w rodzaju punktu odniesienia dla wielu. To w jej strukturach znajdowaliśmy oparcie po przybyciu do Niemiec. Tu spotykaliśmy ludzi, którzy podobnie jak my zostali wyrwani ze znajomego im otoczenia i rozpoczynali zupełnie nowy, częstokroć bardzo trudny okres swojego życia. Nikt, kto nie rozpoczynał tak jak my swojego życia „od nowa” nie zrozumie tych słów. Przy czym nie o trudności materialne tu głównie chodzi. Dużo większym problemem dla znakomitej większości z nas było zderzenie kultur. Tak, właśnie to. Bo chociaż Polska i Niemcy ze sobą graniczą, to obydwa społeczeństwa różnią się między sobą znacznie. Jest tak dlatego, bo kultura narodu jest dobrem, który zdobywa się i buduje się przez pokolenia, ba, przez wieki. Będąc tego świadomi, w większym lub mniejszym stopniu szukaliśmy od momentu przybycia do Niemiec wszelkich istniejących powiązań z Polskością, by tego co w nas najcenniejsze nie zatracić. Po to, aby ten skarb zachować, aby przekazać go następnym pokoleniom i po to, z czego większość z nas wtedy na początku naszej drogi w Niemczech nie zdawała sobie jeszcze sprawy, aby ubogacić społeczeństwo kraju naszego osiedlenia. Wtedy jednak nasze działania były bardziej podświadome. Było nam zdecydowanie łatwiej modlić się po polsku i po polsku rozmawiać, a więc przychodziliśmy na polską Mszę św., spotykaliśmy rodaków, wymienialiśmy informacje, mające duże znaczenie dla zbudowania podstaw naszej tutaj egzystencji. Tak wyglądało nasze zapuszczanie korzeni na obczyźnie. Potem drogi części z nas rozeszły się. Niektórzy poddali się presji otaczającego środowiska, które argumentowało, że będzie im dużo łatwiej, jeśli się w nie wtopią. Ci, którzy dali się zwieść, dopiero po wielu latach mogli przekonać się jaką to było ułudą. Ile siebie samych zatracili, jak ciężko jest im odbudować choćby tylko w małej części utraconą wiarę. Ilu z nas nie może sobie do dzisiaj wybaczyć, że poddając się bezwiednie „obcym” dla polskiej kultury wpływom, stracili kontakt z własnymi dziećmi. Dobrze, że wielu przebudziło się z tego uśpienia, że powrócili i że nadal powracają. To ni